Wnętrza to nie tylko budynki – luksusowy samolot Jakowlew Jak-40 „Salon”

Powietrzny salon VIP z epoki, w której luksus kojarzył się z fakturą czeczotowego drewna na wysoki połysk, zapachem skórzanego fotela i odgłosem nalewanego w barku koniaku. Jakowlew Jak-40 „Salon” nr 045, kod NATO: Codling, przez trzy dekady przewoził VIP-ów PRL-u i III RP, zanim trafił na zasłużony odpoczynek do Dęblina. Zamiast do hangaru – do muzeum. Dzięki temu możemy dziś zwiedzać samolot, który udowadnia, że architektura wnętrz nie kończy się tylko na budynkach.

Jakowlew Jak-40 numer 045 „Salon”

Jak-40 to taki radziecki odpowiednik dzisiejszego embraera, tylko że z duszą i ciężarem symbolicznym. Produkowany od końca lat 60. w biurze konstrukcyjnym Jakowlewa, był pierwszym radzieckim odrzutowcem do obsługi tras lokalnych. Trójsilnikowy, niewielki, idealny na szybki lot z Warszawy do Koszyc z ministrem i jego teczką. Wersję zwaną nieoficjalnie „Salon”, oficjalnie numer 045, Polska otrzymała w 1979 roku, z przeznaczeniem dla najważniejszych: rządu, wojska, dyplomacji. Kod NATO: Codling – czyli dorsz. Brzmi jak żart, jak lekceważenie. Ale może to zmyłka? Bo ten dorsz wygląda na zdecydowanie coś bardziej luksusowego – jesiotra, suma czy szczupaka.

Wnętrza rządowego Jaka

Pierwsze wrażenie to duża ilość drewna. Charakterystyczna czeczota – specyficzna choroba drewna nadająca słojom bardzo specyficzny wygląd. Jedni to kochają, inni nienawidzą. W każdym razie ten najbardziej „PRL-owski” fornir świata, lśniący i lekko falisty, pokrywa ściany, drzwi i obudowy w taki sposób, że człowiek czuje się jak w pokoju narad Komitetu Wojewódzkiego. Na ścianie godło: orzeł z epoki, wyszywany srebrną nicią na czerwonym pluszu. Bardziej wygląda na gobelin z gabinetu prezesa niż element lotniczego designu. Ale to właśnie tworzy atmosferę powietrznego prestiżu.

Jak-40 – przedziały samolotu

Strefa VIP mieści się tuż za kokpitem. Wystrój wnętrz wykonany jest w stylu typowym dla modernizmu przełomu lat 70. i 80. Dwa szerokie, skórzane fotele z możliwością rozkładania. Ustawione naprzeciwko siebie. Po środku stolik. Obok niewielki barek, dziś pusty, ale kiedyś zapewne zaopatrzony w dobre, importowane towary. Liniowe oświetlenie z mlecznego szkła, przygaszone światło i dość miejsca na to, by wygodnie usiąść z gazetą i odmówić kolejnej rozmowy o charakterze państwowym. Po drugiej stronie, przy wspomnianym herbie szeroka kanapa z taką samą tapicerką, usytuowana równolegle do korytarza.

Za salonem znajduje się druga część kabiny, ta nieco mniej luksusowa. 17 miejsc jest umieszczonych w typowej konfiguracji pasażerskiej, ale zaskakuje jakość: wzorzysta tapicerka z geometrycznym wzorem, który wygląda jakby wyszedł spod ręki grafika z IWP. Fotele – choć już dziś lekko spracowane – trzymają się estetycznie znacznie lepiej niż współczesna skajowa nędza w tanich liniach. Okna mają zasłonki, delikatne i zupełnie niepraktyczne, ale przecież chodziło o klimat. Na samym końcu samolotu jest kuchnia. Mini, ale w pełni wyposażona. Białe meble z przesuwanymi żaluzjami i zestawem akcesoriów z inoxu. Na końcu przedział gospodarczy z wieszakami, bo nawet w samolocie służbowym garnitur trzeba było powiesić, a nie złożyć.

Jakowlew Jak-40 – koniec służby

Jak-40 „Salon” miał latać do 2012. Nie wyszło – technika się posypała trochę szybciej niż planowano, a nikt nie chciał go kupić. I bardzo dobrze. Zamiast trafić do ciemnej hali czy przeróbki na knajpę w stylu „Avia Bar”, samolot trafił do Muzeum Sił Powietrznych w Dęblinie. Stoi tam dziś jak relikt nie tyle lotnictwa, co mało dostępnego dla śmiertelnika świata PRL. Możemy z bliska oglądać kompleksowy projekt, zaprojektowany od uchwytu drzwi, przez lampkę, po układ korytarzy. To latający gabinet – pokój narad, przedpokój epoki, pomieszczenie między realnym socjalizmem a jego złudzeniami. Zdecydowanie warto zobaczyć, bo takich miejsc już się nie projektuje. Samolot jest dostępny w ramach standardowego zwiedzania muzeum.

Kokpit pilota Jakowlewa Jak-40
Źródła:

Muzeum Sił Powietrznych w Dęblinie
Wikipedia

Przewijanie do góry