Słupskie mozaiki to jedna z tych lokalnych perełek, które przez lata pozostawały w cieniu, choć dosłownie rozświetlają ściany przychodni przy ul. Jana Pawła II. Powstały pod koniec lat 80., wykonane z porcelitu, porcelany i szkła, przetrwały w niemal nienaruszonym stanie. I choć miały być tłem dla codzienności, dziś same są powodem by zajrzeć do środka.
Mozaiki w PRL
Modernistyczna architektura w Polsce Ludowej miała swoje zasady – prosta forma, funkcjonalność, prefabrykaty. Ale w jej cieniu, niemal po cichu, rozwijało się coś jeszcze: sztuka codzienności. Wypełnianie przestrzeni użyteczności publicznej mozaikami, rzeźbami czy płaskorzeźbami było nie tylko gestem estetycznym, lecz także społecznym. Ogólnodostępna sztuka miała edukować, ocieplać beton, oswajać zmysły i odrzeć sztukę z elitarności. Jednym z najlepiej zachowanych przykładów takiej praktyki jest NZOZ przy ul. Jana Pawła II w Słupsku, dawna przychodnia dziecięca, której wnętrze do dziś wygląda jak galeria artystów z końcówki PRL.


Słupskie mozaiki w przychodni
Słupskie mozaiki, które pokrywają ściany korytarzy i klatek schodowych, powstały w 1987 roku. Wykonane zostały z porcelitu, porcelany oraz szkła. Motywy? Zdecydowanie przyrodnicze. Znajdziemy tutaj ryby, pawie, ważki, ślimaki, kwiaty, szuwary. To opowieść o morzu, jeziorach i leśnej faunie, czyli krajobrazie Kaszub zamkniętym w kafelkach. Ich intensywność barw i faktur działa do dziś. Być może właśnie dlatego te, które znalazły się w laboratoriach, zostały zabezpieczone pleksi, by chronić je przed przypadkowym zniszczeniem. Wrażenie jest takie, jakby człowiek wchodził do wnętrza powiększonego kalejdoskopu. A że to kiedyś była przychodnia dla dzieci wszystko nabiera sensu. Zwierzęta, kolory, miękkie kształty. Ale też dziecięce postacie czy statek podwodny.

Kto stworzył słupskie mozaiki?
Autorów tych prac było wielu i warto ich zapamiętać. Alfabetycznie: Elżbieta Dudzik, Edward Iwański, Anna Knihnicka, Mieczysław Łaźny i Dorota Sikorska-Łaźny, Józef Markiewicz, Tadeusz Mrozowski, Andrzej Pawik, Andrzej Szczepłocki, Janina Sawicka, Karolina Szyman-Piórkowska, Andrzej Szulc, Łucja Włodek, Irena Zachorska. Wśród nich są także słupszczanie, co tylko potwierdza, że była to sztuka lokalna, osadzona w miejscu, z którego wyrastała.


Ukryta, ale dostępna galeria sztuki
Dziś przychodnia jest placówką ogólnodostępną, a mozaiki można oglądać bez problemu, spacerując po korytarzach. Na klatce schodowej zachowały się także oryginalne balustrady i lastrykowe stopnie, których lekko przytarty połysk świadczy o dekadach codziennego użytkowania. Wnętrze ma swój niepodrabialny klimat: półszpitalny, półprzedszkolny. Zaskakująco ciepły jak na miejsce, w którym czeka się na zastrzyk albo wyniki krwi. I może właśnie dlatego warto tu zajrzeć nie tylko z kartą pacjenta, ale i z ciekawością. Bo architektura i sztuka użytkowa PRL niejednokrotnie kryją się tam, gdzie nikt nie spodziewa się ich spotkać.
Podziękowania dla kierownictwa za oprowadzenie po niedostępnych zakamarkach laboratoriów.








Źródła:
Głos Pomorza
własne


